Andrzej Duda przespał swoją kadencję. Tak najkrócej można określić 5 lat jego prezydentury. Trwająca obecnie kampania wyborcza nie zmienia obrazu głowy państwa, zresztą na to i tak jest już o wiele za późno. Dodatkowo podpisanie przez prezydenta ustawy przekazującej mediom publicznym 2 mld złotych może zdecydować o wyniku wyborczym.

Andrzej Duda jako prezydent, po pierwszej kadencji przechodzi do historii jako polityk wizerunkowo nijaki, a politycznie całkowicie niesamodzielny. Całość tego obrazu jest spójna, ponieważ nijakość Dudy wynika z braku u niego wyrazistego i silnego charakteru, ta cecha implikuje z kolei polityczną słabość.

Ostatnia prezydencka decyzja polegająca na podpisaniu ustawy przekazującej mediom publicznym astronomiczną z punktu widzenia zwykłego obywatela kwotę dwóch miliardów złotych (dla zobrazowania – są to dwa tysiące milionów złotych!) może okazać się kluczowym elementem trwającej kampanii wyborczej i spowodować, że Duda jednak tych wyborów nie wygra. Przyznanie pieniędzy mediom publicznym wzbudza ogromne społeczne emocje, które dodatkowo są dość sprytnie wzmacniane przez opozycję poprzez wytworzenie alternatywy: telewizja vs. onkologia. Polacy mogą nie wybaczyć prezydentowi braku wsparcia dla chorych kosztem wsparcia dla telewizji, która dodatkowo jest skrajnie stronnicza, upolityczniona i nierzetelna.

Wizerunek prezydenta daleko odbiega od społecznych oczekiwań. Andrzej Duda jest zbyt grzeczny, zbyt delikatny, zbyt kulturalny, nawet zbyt spolegliwy (w znaczeniu potocznym ten, który łatwo ustępuje i podporządkowuje się innym) – aby móc w polityce uchodzić za kogoś ważniejszego aniżeli notariusz obecnej władzy, co złośliwi przeciwnicy określają mianem „długopisu”. Co ciekawe, do tej pory zaliczył całkiem sporo drobnych wizerunkowych wpadek, które pojedynczo niewiele znaczą, ale już w planie całościowym tworzą dość nieprzyjemne wrażenie.

Dodatkowo obecny prezydent nie ma po swojej stronie ani silnego zaplecza politycznego, którego z niewiadomych powodów nie zbudował; nie ma także konkretnego zaplecza społecznego. Tu z kolei wiele mogłaby uczynić jego małżonka, gdyby od samego początku była aktywna. Wybrała jednak inny model funkcjonowania – bierny, milczący. Wybrała źle, bo taki model nie bardzo odpowiada społecznym oczekiwaniom. Istotny brak harmonii wizerunku pierwszej damy generuje jej duża aktywność z zakresie podróży zagranicznych – widać, że małżonka prezydenta podróżować i towarzyszyć mężowi lubi, ale w parze z podróżami na koszt państwa nie stoi żadna polityczna aktywność. Może to być i zapewne jest również bardzo źle odbierane przez wyborców.

Sam Andrzej Duda – a widać to niemalże od pierwszego dnia sprawowania funkcji głowy państwa – prawdopodobnie nie do końca zrozumiał, na czym polega istota dobrej prezydentury, jaką opisuje Konstytucja RP. Pod tym względem wciąż niedoścignionym wzorem pozostaje – co może być swoistym paradoksem, a co potwierdzają liczne badania społeczne – Aleksander Kwaśniewski, który chyba jako jedyny prezydent potrafił realnie odciąć się od swojego środowiska politycznego, tym samy stać się indywidualną osobowością polityczną, czego od prezydenta wprost wymagają zapisy Konstytucji. Niby niewiele, ale jak dziś widzimy, patetycznie brzmiące, a w istocie abstrakcyjne zadanie „bycia prezydentem wszystkich Polaków”, przekroczyło możliwości wszystkich jego następców, przy czym Andrzej Duda w tym rankingu, jeśli nie na samym końcu, to z pewnością plasuje się bardzo nisko.

Brak silnej osobowości prezydenta Dudy dostrzega niemal każdy widz, choć być może nie każdy jest w stanie to zjawisko właściwie nazwać. Ale gros jego publicznych wystąpień, z wyłączeniem tych, które traktują o ludziach starszych, dzieciach lub niepełnosprawnych*, ma w sobie sporą dawkę fałszu, jest dziwne, czasem nawet dziwaczne, groteskowe lub komiczne. Dzieje się tak dlatego, że Duda stara się udawać kogoś, kim w istocie nie jest, w dodatku robi to bardzo nieudolnie. I tak oto – do żołnierzy próbuje mówić silnym, postawionym głosem, krótkimi, prostymi zdaniami – naśladując język wojskowych. Próbuje, ale zupełnie mu się to nie udaje, a efekt w najlepszym razie bywa zabawny.

W tematach historycznych z kolei stara się wręcz pokrzykiwać, straszyć, rozliczać – udając w ten sposób tego, który walczy o polską prawdę historyczną. Prezydent krzyczeć jednak zwyczajnie nie potrafi, więc efekt tych wystąpień bywa groteskowy. Podobnie jest, gdy mówi o oszustach, przestępcach czy mafiach.

Andrzej Duda podczas wystąpień publicznych bardzo często jest po prostu nieprawdziwy. A widz wyczuwa instynktownie każdy fałsz. Warto tu dodać, że obecny prezydent jest i tak o niebo sprawniejszy retorycznie od swojego poprzednika, który miał problemy z wystąpieniami publicznymi nie tylko w sferze formy, ale również treści. Duda z treścią problemu nie ma, ale z właściwą formą już zdecydowanie tak.

Na koniec warto zadać pytanie, gdzie zniknęła energia tego Andrzeja Dudy z kampanii wyborczej 2015 roku? Wygląda na to, że 5 lat spędzonych w pałacu prezydenckim spowodowało, że dziś jest to kandydat, który ani nie ma konkretnego programu, ani nie wiadomo, w jakim celu tak naprawdę startuje. Poza tym brakuje mu energii, o charyzmie nie wspominając , bo tej nigdy nie miał…

Jest politykiem zwyczajnym, przeciętnym, niczym niewyróżniającym się na tle pozostałych kandydatów. A to zdecydowanie zbyt mało, aby mówić, że jest dziś faworytem w wyścigu o prezydenturę. Choć sondaże są dla niego jeszcze dość przychylne, to ostatecznie może się okazać, że już wkrótce będzie musiał zmienić adres zamieszkania. Oby tylko w czasie przeprowadzki nic z pałacu przez przypadek nie zginęło…

*Prezydent Andrzej Duda jako mówca o osobowości łagodnej i delikatnej dobrze radzi sobie występując przed osobami starszymi, niepełnosprawnymi czy dziećmi, ponieważ w takim otoczeniu może mówić w sposób naturalny.

dr Michał Lange