O zmarłych należy mówić albo dobrze albo wcale – powiada mądra polska tradycja. Zatem o nieżyjącej już Janinie Paradowskiej pisać nie będziemy.

Napiszemy za to o kryzysie dziennikarstwa, którego początki związane były z transformacją ustrojową. Wówczas niektórzy adepci dziennikarstwa, szukając szansy na zbudowanie kariery, postanowili dołączyć do środowiska polityków.

Zrobili to jednak nie po to, aby opisywać polityczne zjawiska i obserwować, na czym polega trudne polityczne rzemiosło. Dołączyli po to, aby na politykę, a właściwie na ważne decyzje, mieć bezpośredni, często bardzo duży wpływ.

Tego typu postawa była całkowicie nowatorskim podejściem do misji dziennikarskiej. W awangardzie byli wówczas ci, którzy dziś traktują sami siebie jak dziennikarskie gwiazdy i społeczne autorytety, siejąc w ten sposób spory zamęt w głowach nie zawsze zorientowanych odbiorców.

Kryptopolityk przebrany za dziennikarza, który bezpośrednio lub pośrednio wpływa na ważne polityczne decyzje, jednocześnie za nic osobiście nie odpowiada, nad którym nie ma jakiejkolwiek społecznej czy demokratycznej kontroli – to twór, który w polskiej przestrzeni publicznej ma już ponad ćwierć wieku tradycji i czuje się doskonale.

Ów „dziennikarz” pełni rolę doradczo-usługową dla zaprzyjaźnionych ugrupowań politycznych, towarzyskich, biznesowych – jest mu o tyle łatwiej, że te trzy obszary wzajemnie się przenikają i od siebie zależą.

Czasem doradzi, jak pokonać politycznego przeciwnika, angażując się w kampanię wyborczą; innym razem poprowadzi konferencję tematyczną, „naukową” albo chociaż publiczną debatę, w czasie której będziemy mogli usłyszeć o tym, jak wielkim zagrożeniem jest ta czy inna formacja polityczna i co należy zrobić, żeby ją skutecznie pokonać; w końcu przygotuje wywiad w taki sposób, aby jego polityczna sympatia nie musiała martwić się o to, że powie coś, czego powiedzieć nie powinna.

Są tacy, którzy w historii zapisali się w sposób trwały. Wytyczyli nowe kierunki , stworzyli nowe koncepcje, odkryli nowe zjawiska. Niestety nie wszystko co nowe jest pozytywne…

dr Michał Lange