Ujawniona właśnie afera związana z zakupem przez ministerstwo zdrowia maseczek niespełniających norm bezpieczeństwa, w którym uczestniczyć mieli brat oraz znajomy ministra Łukasza Szumowskiego, mocno uderzyła w obraz i wiarygodność tego ostatniego. Minister próbuje się ratować, jest w swoich poczynaniach nawet dość sprawny, ale lawina ruszyła…

 

Gdy przypomnimy sobie, że jeszcze w lutym br. ten sam minister Szumowski jednoznacznie stwierdził w radiu RMF FM, nawiązując nieco do posiadanej wiedzy z zakresu medycyny, że noszenie maseczek przed niczym nie chroni i nie ma większego sensu, następnie po dość krótkim czasie nakazując obywatelom ich noszeni i osobiście do zarządzenia się nie stosując, tłumacząc „nie noszę maseczki, bo jestem zdrowy” – obraz ministra, wbrew pozorom, przedstawia się coraz mniej pozytywnie.

Trudno uciec od przekonania, że ministerialny nakaz noszenia maseczek w przestrzeni publicznej jest w istocie elementem budującym rynek odbiorców owych maseczek. Niektórzy zapytaliby zapewne, czy Łukasz Szumowski nie stał się przypadkiem lobbystą podmiotów, które wspomnianymi maseczkami handlują?

Polacy zaś coraz częściej pytają także o to, dlaczego muszą być dręczeni obowiązkiem noszenia maseczek, które w wielu przypadkach po prostu utrudniają oddychanie, a dodatkowo niosą za sobą szereg innych zagrożeń – np. zbierająca się na nich wilgoć sprzyja pojawianiu się na jej powierzchni także drobnoustrojów, grzybów itp., to z kolei może przyczynić się choćby do większej podatności na infekcję górnych dróg oddechowych.

Co ciekawe – gdy w Polsce wybuchła deklarowana epidemia koronawirusa – obowiązek noszenia maseczek nie istniał. Pojawił się znacznie później, co dodatkowo podważa wiarygodność samego ministra zdrowia, choć ten usilnie stara się bronić, tłumacząc, że właśnie teraz maseczki są najbardziej potrzebne.

Ten sam minister nie najlepiej wygląda wówczas, gdy otwarcie mówi, tłumacząc się z „afery maseczkowej”, że ministerstwo którym kieruje, kupując maseczki za kwotę około 5 mln zł „zostało oszukane”. Urzędnicy, którzy powinni być bardzo dobrze rozeznani w towarach z rynku medycznego, nie byli w stanie zweryfikować jakości nabywanych maseczek? A może – np. na polecenie kierownictwa ministerstwa – celowo tego nie zrobili, albo zrobili to rzetelnie i poprawnie, ale decydenci otrzymane informacje zupełnie zignorowali? – zapytają obserwatorzy?

Być może minister Szumowski zakładał, że fakt zakupu maseczek nie spełniających norm nigdy nie ujrzy światła dziennego? Takie pytanie także można stawiać.

Tak zresztą jak szereg innych trudnych pytań do człowieka, który starannie próbował kreować swój wizerunek „bohatera” skutecznie walczącego z epidemią. To chyba jednak nie do końca się udało.

Obecnie Polacy mają w stosunku do Łukasza Szumowskiego mieszane uczucia. Spora grupa ma jeszcze do niego zaufanie, ale wielu rodaków już przestało mu wierzyć, dostrzegając w jego słowach i decyzjach brak spójności, logiki i sporo chaosu.

Być może – a jest co całkiem prawdopodobne – z czasem będziemy poznawali kolejne kulisy tego, co w czasie tzw. epidemii działo się w ministerstwie zdrowia, kto dopuścił się korupcji, a kto w drodze nepotyzmu i kumoterstwa zarobił najwięcej i jakie miał relacje osobiste z ministrem Szumowskim.

dr Michał Lange